WSPOMNIENIE

DOBROSŁAW KOBIELSKI

Był człowiekiem niezwykłym, obdarzonym wielkim talentem. Rozumiał ludzi, jak nikt. Może, dlatego, że pełnił w życiu wiele funkcji, a z niektórych odchodził nie z własnej woli.

Był redaktorem naczelnym „Stolicy”, szefem CAF, wiceprezesem RSW Prasa, stworzył tygodnik „Perspektywy”. Największym jego osiągnięciem stała się Krajowa Agencja Wydawnicza.

Paweł Miedziński, autor publikacji „CAF”, wydanej przez IPN, poświęca Dobrosławowi Kobielskiemu rozdział pt. „Era Kobielskiego”. Gdy w moim mieszkaniu rozmawialiśmy z autorem o Kobielskim, Paweł Miedziński zauważył, że wszyscy jego rozmówcy wyrażali się o Kobielskim pozytywnie. Zauważyć warto, że w dzisiejszych czasach jest to już rzadkością. Za autorem „CAF” przytoczę fragment, który, moim zdaniem, najlepiej charakteryzuje Sławka. „Tadeusz Rolke wówczas początkujący fotograf, wspominał: „Naczelnym był Kobielski. Mocno partyjny, ale zaczynała się odwilż, to był już 56 rok. Po jakimś czasie wezwał mnie do siebie i zapytał „chce pan dostać etat?” „A zna pan mój życiorys odpowiedziałem pytaniem na pytanie? „Znam. Kompletnie mi to nie przeszkadza.” Rolke wcześniej odsiadywał wyrok, siedem lat więzienia, za przynależność do nielegalnej organizacji…” „W jego ocenie (Rolkego M.Ch.) redaktor naczelny „Stolicy” to „postępowy, młody człowiek, należący do nowej kadry partyjnej ludzi oświeconych, znał angielski w odróżnieniu od tysięcy głąbów z jego partii.”

Sławka Kobielskiego poznałem, gdy tworzył „Perspektywy”. Na Chełmskiej, po pierwszy numer tygodnika, przed kioskiem ustawiła się długa kolejka. PKF to zapisała na taśmie. Po kilku minutach kioskarka wywiesiła na szybie napis: „Perspektyw brak”. Zawiedzeni czytelnicy ze smutkiem się rozchodzili. Tygodnik, redagowany nowocześnie zdobył trwałą pozycję na rynku. Kłopoty zaczęły się, gdy na okładce ukazało się zdjęcie Józefa Kępy, I sekretarza Komitetu Warszawskiego PZPR, w rozmowie z biskupem. W czasie konfliktu ZSRR z Chinami, „Perspektywy” opublikowały na okładce zdjęcie żołnierza chińskiego trzymającego na

ręku dziecko. Tego było już za wiele. Z Nowego Światu przeniesiono Sławka na Wilczą, by tworzył Krajową Agencję Wydawniczą, która pod jego kierownictwem szybko rozkwitała. W miastach wojewódzkich powstały oddziały KAW. Współpracę z Agencją podjęli artyści i profesorowie Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie i w innych miastach. W księgarniach pojawiły się pocztówki z rysunkami wybitnych artystów. I co najważniejsze sprzedawały się znakomicie. Nowa seria albumów fotograficznych „KONTYNENTY” otwierała okno na świat. Niesłychanym powodzeniem cieszyły się miniaturowe wydania znanych polskich poetów. Reprint, pierwszego paryskiego wydania „Pana Tadeusza” ukazał się w nakładzie, bagatela 90.000 egzemplarzy! Płyty winylowe KAW szybko znikały z półek księgarskich. Niekwestionowaną zasługą Dobrosława Kobielskiego było wielotomowe wydanie „Pism Zbiorowych” Józefa Piłsudskiego. Tajemnica sukcesów KAW tkwiła w tym, że pracownicy Agencji mieli dużo twórczej swobody, a dobre pomysły szef nagradzał.

Przekonałem się o tym, gdy po wprowadzeniu stanu wojennego wyrzucono mnie z Polskiej Kroniki Filmowej, a Sławek zaproponował mi pracę w KAW. Nie zamierzam opisywać swojej pracy na Wilczej, wspomnę tylko o pewnych zdarzeniach, które ukazują sylwetkę Kobielskiego. Gdy panie z sekretariatu szefa dzwoniły mówiąc: „panie redaktorze, szef zaprasza” to każdy wiedział, że sprawa jest ważna. Tak było w moim przypadku. Sławek zaproponował kawę i po kieliszku koniaku. Znak to był oczywisty, że sprawa jest bardzo poważna.

Usłyszałem: za półtora roku będziemy obchodzić czterdziestolecie zwycięstwa. Zamierzamy uczcić rocznicę wydaniem okazałego albumu , proponuje ci jego redakcję.

Sławku: ja nigdy nie służyłem w wojsku, zatrudniasz kilku pułkowników, oni zrobią to najlepiej.

Wiem, że nie służyłeś, dlatego powierzam ci redakcję. Nie mogłem odmówić. Ministerstwo Kultury przyznało mi za album nagrodę

Pewnego dnia Dobrosław Kobielski podał do publicznej wiadomości, że KAW rozpoczyna w całym kraju skup makulatury. W środowisku wydawców pojawiły się złośliwe komentarze: KAW będzie kupował własne książki, by ratować się przed bankructwem.

Skupioną makulaturę Kobielski sprzedał Szwajcarom, a za franki kupił, „fotoskład”, był to pierwszy w Polsce skład komputerowy! Na Wilczą przyjeżdżali oglądać „to cudo” dostojnicy partyjni i ministrowie. Tadeusz Olszański, kierownik działu sportowego w Redakcji Wydawnictw Seryjnych, zaproponował mi, by stworzyć „Czytadło”, popularny periodyk do czytania w autobusie, tramwaju, w pociągu. Na kilku zebraniach redakcji zastanawialiśmy się nad treścią „Czytadła”. pomysł wszystkim się podobał, ale niemal jednogłośnie odrzuciliśmy nazwę. Anna Susicka zaproponowała tytuł „Fikcje i Fakty”. Kobielski pomysł zaakceptował. „Fikcje i Fakty” sprzedawały się jak ciepłe bułeczki. Nakład 200.000 rozszedł się bez zwrotów. I właśnie wtedy, z najbielszego domu w Polsce, przyszło do Kobielskiego pismo, w którym pytano go kto wydał zgodę na wydawanie miesięcznika, skąd papier…? Przyjazd na Wilczą zapowiedział nawet członek Biura Politycznego KC PZPR, towarzysz Jan Główczyk. Pocieszałem Sławka, że Janek (byłem z nim po bruderszafcie) to porządny człowiek i da się przekonać. Nie wiedziałem wówczas, że KAW po publikacji zdjęć przez Kobielskiego w „Perspektywach” nie ma prawa wydawać żadnych czasopism. Sprawa stawała się poważna. Dostarczyłem szefowi pismo z Biblioteki Narodowej, że „Fikcje i Fakty” są zaliczane do książek. Po wizycie członka Biura Politycznego na Wilczej Kobielski zarządził ocenę merytoryczną „FiF5.” Dwie różne oceny, krytyczna i pozytywna. Bardzo żywa dyskusja na otwartym zebraniu partyjnym. „Fikcje i Fakty” uratowano.

Następne zdarzenie. Pewien literat przysłał do KAW opowiadania. Jeszcze redaktorzy nie skończyli czytać tekstu, a już otrzymałem z warstw górnych pytania, kiedy się książka ukaże? Redaktorzy, magistrowie filologii polskiej, ocenili tekst negatywnie. Przeczytałem opowiadania, zgodziłem się z recenzentami. Wtedy Kobielski poprosił o informację. Przedstawiłem mu naszą ocenę dodając, że wysłałem, zgodnie z procedurą, tekst do dwóch recenzentów zewnętrznych. Nie podałem nazwisk. O recenzję opowiadań, bez ujawniania nazwiska autora, poprosiłem Romana Bratnego i Wojciecha Żukrowskiego. Musiano, na szefa KAW mocno naciskać, bo zadzwonił, nieco zdenerwowany i zapytał, kiedy otrzyma recenzje. Wtedy ujawniłem nazwiska recenzentów. W końcu udało się termin ustalić. Kobielski poinformował mnie, o terminie posiedzenia kolegium KAW i o tym, że zaprosił ministra kultury i sztuki, pana profesora Aleksandra Krawczuka, autora poczytnych książek oraz panów Bratnego i Żukrowskiego. Byłem tak zdenerwowany, że nie zapytałem recenzentów, jak tekst oceniają. Kiedy po oficjalnej części posiedzenia w gabinecie pojawiły się panie z kawą, ciasteczkami i koniakiem, Wojciech Żukrowski poprosił o ujawnienie nazwiska autora opowiadań. Gdy usłyszał nazwisko, powiedział: „teraz państwo widzicie z kim ja muszę pracować.” Kobielski był zadowolony z przebiegu kolegium, przynajmniej na pewien czas „literaci” wspierani przez „aparatczyków” przestaną słać na Wilczą swoje arcydzieła. Z Dobrosławem Kobielskim łączyła mnie prawdziwa przyjaźń. Często się różniliśmy w ocenach i toczyliśmy spory. Nigdy nie dał mi odczuć, że jest szefem. Każdemu życzę takiego szefa. Był człowiekiem, który wyprzedzał swój czas. Szanował ludzi, okazywał im zrozumienie i życzliwość. Zasłużył się dobrze polskiej kulturze.

NEWSWEEK TOMASZE ZMIENIA JAK KAMASZE

NEWSWEEK TOMASZE ZMIENIA JAK KAMASZE

Udramatyzowane po mistrzowsku odejście z Newsweeka Tomasza Lisa przysporzyło mu sławy, fanek i fanów. Moją uwagę zwróciło milczenie środowiska. Nominacja Tomasza Sekielskiego na szefa tygodnika rozjaśnia tajemnicę. Tomasz Lis zajmie się najprawdopodobniej polityką, może nawet wystartuje w wyborach. Panu Tomaszowi Sekielskiemu sukcesów życzę. Od 1 lipca staję się uważnym czytelnikiem Newsweeka.

ISTNIENIE ZWASALIZOWANEJ UE NIE MA SENSU

Unia Europejska prawie całkowicie uległa Stanom Zjednoczonym Ameryki Północnej. Nakłada na Rosję sankcje za, które my, Europejczycy będziemy płacić. Kapitaliści pewnie to wytrzymają, ale zwykli zjadacze chleba będą musieli zacisnąć pasa. Już zaciskamy. „Wolne media” codziennie informują o cenach ziemniaków, pietruszki i… ale o tym jak podrożały leki ani słowa.

Panie i panowie Z Unii Europejskiej na amerykańskiej smyczy, rozszerzają sankcje. Sankcje są obosieczne i nieskuteczne. Mała Kuba jest tego dowodem. Unia Europejska miast być ostoją rozsądku i pokoju stała się posłusznym pieskiem NATO. Straciła sens istnienia. Rosja wkroczenie na Ukrainę nazywa „operacją specjalną” jeśli wypowie wojnę to nawet Bóg nas nie ochroni.

Lubię to!

Komentarz

Udostępnij

NAJWIĘKSZY MORDERCA ŚWIATA

  • Od zakończenia II wojny światowej Stany Zjednoczne Ameryki Północnej uśmierciły najwięcej ludzi na świecie. W bezwzględnej ekspansji usuwały rządy im nieposłuszne, niszczyły państwa, burzyły miasta, wywoływały przewroty i reberie. Wiedzą o tym polscy profesorowie i doktorzy nauk. Dziennikarzy i polityków nie wymieniam, bo te dwie grupy, w przeważającej większości, bez żenady sprzedają poglady i sumienia. Profesorowie zaś i doktorzy nauk, miast być, jak drzewiej bywało, ostoją prawdy, rozwagi i rzetelnych ocen, po wysłuchaniu handlarza gazem łupkowym i skroplonym, bezrozumnie uznali pana Władimira Putina, prezydenta Federacji Rosyjskiej za zbrodniarza. A przecież prezydent Putin wystąpił w obronie swoich rodaków, którzy przez lata gnębiły i mordowały rządy Ukrainy. Władcy Ukrainy jawnie naruszali porozumienia Mińskie, mając cichą zgodę Francji i Niemiec, które miały te porozumienia nadzorować. Zaś Stany Zjednoczone, którym bogactwa naturalne Rosji, pachniały przeogromnymi zyskami, osaczały Rosję ze wszystkich stron. Rosja powiedziała DOŚĆ ! Dlatego pytam zwasalizowanych profesorów i doktorów nauk, dlaczego nie protestowaliście, gdy wojny wywoływała Ameryka?

HIPOKRYZJA WASZYNGTOŃSKA

Panie przepiękne, Panowie prześliczni, pomodliliście się w Święta Wielkanocne. Pojedliście smakołyków, popiliście wybornych trunków, pofiglowaliście. Wypoczęliście. Przeto proszę pokornie, przeczytajcie o najpotężniejszym mocarstwie, które upowszechnia na całym globie Wolność i Demokrację. Wcielając w życie tę wzniosłą misję Stany Zjednoczone utworzyły w 80 państwach 750 baz wojskowych, w których umieściły 173 tysiące żołnierzy. W wielu z tych baz stworzono więzienia. Osadza się w nich wrogów Wolności i Demokracji. Jankesi twierdzą, że ich resocjalizować, a najbardziej opornych torturować. Słyszeliście zapewne o Guantanamo i Kiejkutach? Ośrodki tortur władze USA zakładają w obcych państwach, bo prawo amerykańskie nie zezwala na zrywanie paznokci, polewanie lodowatą wodą, łamanie kości i miażdżenie jąder, na własnym terytorium. W Afganistanie, wedle źródeł chińskich, krzewiciele wolności i demokracji stworzyli nawet szkoły torturowania. Na żywych Afgańczykach szkolono Amerykanów w sztuce torturowania. O niekonwencjonalnych metodach upowszechniania amerykańskiej Demokracji i Wolności pisze w najnowszej książce „Świat w matni” profesor Grzegorz W. Kołodko. Przytoczę tylko dwa z trzynastu przykładów, opisanych przez Profesora. W „ – 1973 roku w Chile CIA skutecznie pomogło generałowi Augustowi Pinochetowi w obaleniu demokratycznie wybranego prezydenta Salvadora Allende, co umożliwiło dwie dekady dyktatorskich neoliberalnych rządów; W „ – 1976 roku w sąsiedniej Argentynie USA wsparły zamach stanu, który obalił demokratyczną prezydent Izabelę Peron i pomógł w przejęciu władzy przez prawicową wojskową dyktaturę generała Jorge Videli.” Z tego wynika prosta prawda, demokratyczne władze w Waszyngtonie kochają dyktatorów, jeśli są posłuszni. Nie udało się Ameryce otruć Fidela Castro. Mała Kuba jest przeto ponad 60 lat gnębiona przez mocarstwo rozsiewające po całym świecie Wolność i Demokrację. Dotychczasowe metody zawiodły w Syrii i w Wenezueli. Syrię Ameryka spustoszyła, ale prezydenta Baszszara al-Asada nie zdołała usunąć. W Afganistanie po 20 latach pobytu też się nie udało zainstalować amerykańskiej demokracji. Demokraci w Waszyngtonie osiągnęły coś, czego nie planowały. Amerykańscy podatnicy i wyborcy czyli obywatele (My Naród) doszli do wniosku, że wojna nie jest najlepszym sposobem rozwiązywania światowych problemów. Tymczasem amerykańscy generałowie i producenci broni kochają wojaczkę. Wygląda na to, ze zmienili tylko metody i teraz wojują przy pomocy Ukraińców? Broń świetnie się sprzedaje. Giną Ukraińcy i Rosjanie. Niech się Słowianie tłuką. Grunt, że biznes się kręci.

ŻOŁNIERZ EMIL CZECZKO…

ŻOŁNIERZ EMIL CZECZKO…poprosił Białoruś o azyl polityczny. Okrzyczano go dezerterem, zdrajcą, kryminalistą. Krewki generał domaga się sądu polowego. Porównano go nawet do bohatera narodowego płk. Kuklińskiego… Porównywanie żołnierza Emila Czeczko z pułkownikiem Kuklińskim nie ma sensu. Żołnierz Emil Czeczko jest człowiekiem młodym, a młodzi ludzie reagują na niesprawiedliwość emocjonalnie. Z wydawaniem wyroku radzę się powstrzymać. Może otrzymał rozkaz, którego człowiek uczciwy nie powinien wykonać? Już zrobili z żołnierza kryminalistę! Skoro wiedzieli, że jest kryminalistą to nie powinni go na płonącą granicę wysyłać. Liczyli, że wykona każdy rozkaz? Zastrzeli Uchodźcę, człowieka nieszczęśliwego? Władze trzęsą portkami. Nie wiadomo co młody człowiek ujawni.

GRA ZNACZONYMI KARTAMI

Pamiętacie Panie i Panowie, kiedy rząd wprowadził stan wyjątkowy w powiatach graniczących z Białorusią? W czasie manewrów „Zapad.” Hordy Putina i Łukaszenki nie wtargnęły jednak do Polski. Wtedy rząd pana prezesa Jarosława Kaczyńskiego zaczął budować zasieki, by chronić ojczyznę naszą przed uchodźcami, którzy zamierzali przemycić do Kaczystanu robale i zarazki przeróżne. Dzięki debacie w Sejmie dowiedziałem się z wolnych mediów, że na Białorusi pan prezydent Łukaszenka zgromadził 15 tys. uchodźców. Białoruskie władze podają, że 17 tysięcy. Zakładam, że połowa to mężczyźni, a druga połowa to kobiety i dzieci. Gdyby jednego dnia 17 tysięcy nieszczęśliwych ludzi przybyło do Polski to czy mogą oni zagrozić 38,162 mln. Polaków, patriotów? Zakładam, że 90% uchodźców przeniosłoby się do Niemiec. Z tego wniosek, że rząd pana wicepremiera JK. gra znaczonymi kartami. Właśnie po postawieniu kropki zadzwonił telefon. Znajoma zatrudniona w Brukseli poinformowała mnie, że UE przekaże Białorusi 7 mln. euro na rozwiązanie problemów związanych z nielegalnymi migrantami.

PYTANIE

131.739 ludzi, nazywanych uchodźcami bądź migrantami, poprosiło w bieżącym roku rząd Niemiec o udzielenie azylu. Różne źródła szacują, że z Białorusi przez Polskę dotarło do Niemiec od 4000-8000 ludzi. Jeśli szacunki są prawdziwe to świadczą, że rząd Polski stawiając zasieki, mury i zapory prowadzi cyniczną grę, usiłując zagrożeniem zatrzymać wiernych wyborców. Ilekroć oglądam w telewizji zrozpaczone matki i wygłodzone dzieci jawi mi się obraz pana prezesa, pana prezydenta, pana premiera i rządzącej okrutnej reszty, klęczących i rozmodlonych. I rodzi się pytanie czy złoczyńcy modlą się do Boga, który jest miłością czy do Szatana, symbolu zła?

ALE SIĘ DZIAŁO…

Dziś na Placu Zamkowym działy się rzeczy niesamowite. Pan Donald Tusk ukazał się zwolennikom Unii Europejskiej w eleganckiej, niebieskiej koszuli. Przemówienia komentował nie będę, nie chcę narażać się paniom i panienkom zakochanym w Bojowniku. Dodam tylko z kronikarskiego nawyku, że na koniec imprezy pan Donald Tusk wystąpił w wytwornym europejskim, dobrze skrojonym stroju.Po liderze na scenie pojawił się prezydent Warszawy, pan Rafał Trzaskowski, uziemiona przyszłość Platformy Obywatelskiej. Wspomniał, że jako dziecię zapamiętał fragment muru Królewskiego Zamku. Nie przypomniał kto z ruin Zamek podźwignął. Pewno, dlatego że jego kolega, pan Andrzej Sebastian Duda, też prezydent, sprawę odbudowy zamku wyjaśnił raz na zawsze twierdząc, że Zamek odbudował naród wbrew komunistom. Przemówień dzielnych sanitariuszek wysłuchałem ze wzruszeniem. Ze zdumieniem wysłuchałem pana Roberta Biedronia, który nie zaatakował ani Putina ani Łukaszenki. Pan Jerzy Owsiak, którego podziwiam przytył nieco więc jego podskoki na scenie były, niestety, bez polotu. Odniosłem wrażenie, że nieopodal odbywała się kontr manifestacja, bo megafony wzywały „brońmy Boga” Wezwanie zabrzmiało fałszywie, bo Wszechmocny Stworzyciel obroni się sam, nawet wtedy, gdy Go PiS zaatakuje. Występ weterana, pana Leszka Millera zagłuszały megafony wrzeszcząc: „konstytucja”. Nie wiadomo czy obrońcy UE włączyli nie tę taśmę, czy szwadrony szykujące się do wymarszu z Unii Europejskiej. Jestem natomiast pewny, że pani Aktorka pomyliła tekst, bo zamiast krytykować PiS pastwiła się nad komuną. Wystąpiło też wykopalisko krzycząc: „zwyciężymy !” Pediatra, pan Bartosz Arłukowicz zakończył występy wezwaniem walczmy o przyszłość naszych dzieci! Wezwanie popieram.

DONALD TUSK BIAŁY RUMAK czy KASZTANKA?

Radość zapanowała w Polsce, gdy pan Donald Tusk powrócił z Brukseli, dla ojczyzny ratowania. Abym nie był posądzany o to, że jestem agentem TVP – Info ogłaszam, iż pan Donald jest postacią barwną, inteligentną i zaradną, nie chcę używać słowa sprytną. Już w młodości dobrze się zapowiadał, przepowiadano mu nawet sukcesy w sporcie (lubi kopać piłkę), ale po wymalowaniu protestu przeciw komunie i zejściu z komina zajął się polityką co w tamtych czasach było nie lada wyczynem. Nie zaniedbywał twórczych obowiązków patriotycznych, wzmacniał ojczyznę nie tylko protestami. W 1978 wziął ślub cywilny z panią Małgorzatą, wydali na świat dwójkę uroczych dzieci, zwiększając w ten sposób szeregi przeciwników komuny.

  A kiedy Ojciec Narodu, elektryk wózkowy, przeskoczył przez płot murowany, przed panem Donaldem Tuskiem otworzyły się wrota sukcesu. Piął się na szczyty polityczne wykorzystując swój talent. Już był bliski zwycięstwa, ale pan Jacek Kurski, niecnota pisowska, wygrzebał panu Donaldowi dziadka z Wehrmachtu co prawdziwy sukces nieco opóźniło. Powiadają, że nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Nasz bohater czasu nie marnował, choć zarzucają mu niechętni, że jako wicemarszałek Senatu trochę się lenił. Nie mają racji. Pan Tusk wiedział, że prawdziwe decyzje nie zapadają na Wiejskiej. Obserwowanie życia na politycznych wierchach i politycznych bagnach, wzbogacało jego wiedzę i przybliżało sukces.                                                                                                                                                                                 W roku 2005, po 27 latach życia na kocią łapę, liberał Donald Tusk wziął ślub kościelny! Świętym węzłem małżeńskim Donalda i Małgorzatę połączył abp Tadeusz Gocłowski. W ten oto prosty sposób, liberał Tusk zapewnił sobie neutralność, a nawet przychylność hierarchów i kleru, najbardziej wstecznej siły politycznej w Polsce.

  A gdy został premierem ogłosił, że lubi ciepłą wodę co oznaczało wykluczenie wojen politycznych, za co mu się oklaski należą. Głosił też, że im mniej państwa w życiu kraju tym lepiej dla państwa. Najważniejsze problemy obywateli („zwykłych ludzi” to jego ulubiony zwrot) miała rozwiązywać niewidzialna ręka wolnego rynku.

  Rząd Tuska nie prowadził wojen politycznych, nie posortował Polaków na lepszych i gorszych. Wprost przeciwnie. Przygarniał ludzi PiS i korzystał z ich pomocy.  Radosława Sikorskiego, byłego ministra obrony w rządzie PiS, mianował ministrem spraw zagranicznych. Jarosława Gowina też uhonorował ministerialnym fotelem, a obecny premier Mateusz Morawiecki doradzał mu jak używać niewidzialnej ręki rynku.

 Do największych sukcesów Tuska zaliczam stworzenie „Zielonej Wyspy”. Beneficjenci „Zielonej Wyspy”, na koszt państwa obżerali się ośmiorniczkami, a miliony zwykłych ludzi zapieprzały na hańbiących umowach śmieciowych, które rozkwitły w państwie Tuska do niebywałych rozmiarów.  

 Donald Tusk nie trzymał się kurczowo głoszonych zasad. Wspólnie z PiS powołali Instytut Pamięci Narodowej, który tworzy wygodną dla rządu historię.  Państwowy instytut zamienia żołnierzy przeklętych w bohaterów, a ludzi zasłużonych dla Polski oblewa pomyjami. W Państwowym IPN powstał nawet dział prokuratorski dla ścigania zbrodniarzy komunistycznych. Każdy może na stronie IPN sprawdzić ilu zbrodniarzy osądzono i ile wydano milionów na wysokie pensje prokuratorów. Wszystkie ustawy restrykcyjne Platforma Obywatelska uchwalała wspólnie z PiS. Obie partie skorzystały z doświadczeń faszystów i stalinistów i wprowadziły w Polsce „demokratycznej” odpowiedzialność zbiorową.

  Donald Tusk przed wyborami obiecywał, że Europejska Karta Praw Podstawowych będzie w całości ratyfikowana, jeśli PO wygra wybory. PO wygrała, Tusk został premierem, a ratyfikacja rozpłynęła się w dywagacjach i kruczkach prawniczych.

 W rozmydlaniu spraw Donald Tusk ma sukcesy nie podlegające dyskusji. Oto swego czasu klub poselski PO złożył wniosek o postawienie Jarosława Kaczyńskiego i Zbigniewa Ziobro prze Trybunałem Stanu za łamanie prawa. Dyskusje w komisjach trwały długo, materia była wszak skomplikowana. Miano osądzić premiera i ministra, a nie pospolitych złodziejaszków. 25 września 2915 roku doszło w Sejmie do głosowania. Wniosek Platformy Obywatelskiej przepadł. Do przyjęcia wniosku zabrakło 5 głosów. Głosowało 425 posłów. Aby postawić pana Zbigniewa Ziobrę przed Trybunałem Stanu powinno 276 posłów zagłosować za przyjęciem. Tymczasem wniosek poparło 271 posłów, przeciw było 152. W głosowaniu nie wzięło udziału 9 posłów z PO i 7 z PSL. Nie wzięła udziału w głosowaniu ówczesna premier rządu, pani Ewa Kopacz!  Już z Brukseli szef Platformy Obywatelskiej Donald Tusk tak skomentował wynik głosowania: „Trybunał to nie jest dobry pomysł. Nawet jeśli narobili dużo złych rzeczy”

  Nie będę wyliczał afer z czasów rządów Tuska, sprytnie zamiecionych pod dywan. 14 września 2014 roku w blogu „DO CHRZANU…”  w poście „Naobiecywał i czmychnął” pisałem: „Sięgnąłem po prasę. Łamy gazet i tygodników wręcz ociekały sukcesem. Tytuły głosiły: Donald Tusk prezydentem Europy, Donald Tusk przewodniczącym Rady Europejskiej, Polak, Donald Tusk królem Europy. Ten ostatni tytuł przypadł mi najbardziej do gustu, albowiem zawiera istotę tego sukcesu. Przewodniczący Rady Europejskiej ma bowiem podobne uprawnienia jak królowa UK. Pan Tusk, podobnie jak pan Jerzy Buzek, szkód Europie nie wyrządzi, a nam, mam nadzieję, będzie lżej. A co dla niego najważniejsze, pan Tusk, nie będzie musiał rozliczać się z realizacji obietnic.”

 Teraz powrócił i zapowiedział walkę „Dobra ze Złem”, co nic nie znaczy. Obiecuje, że odbierze PiS-owi władzę co też nic nie znaczy. Nie wiem, jaką Polskę zamierza budować. Nie wiadomo czy do gmachu w Alejach Ujazdowskich przyjedzie na Białym Koniu czy na Kasztance?

 A co najważniejsze nie mam pewności, jak się zachowa, gdy mu zaproponują np.stanowisko szefa NATO, albo sekretarza generalnego ONZ. Porzuci Ojczyznę i znowu czmychnie?