NA ODCHODNE (w oczach służb i konfidentów)-2

Jeszcze tylko słowo o rzekomych stratach, zdaniem służb specjalnych, poniesionych przez Wytwórnię Filmów Dokumentalnych w związku z moim wyjazdem do USA. WFD nie poniosła żadnych strat. Jerzy Myssura zapłacił za film 40. 000 dolarów (słownie czterdzieści tysięcy dolarów) nie licząc wpływów, jakie film przyniósł, gdy Józef Tejchma podjął decyzję o wyświetlaniu filmu „Ojciec Święty…” w polskich kinach.

 W notatce, którą mam nadzieję, przeczytali trzej generałowie, ich podwładni napisali:

„W 1978 r. po powrocie z Mistrzostw świata w Piłce Nożnej w Argentynie miał trudności w rozliczeniu ok. 600 dol. USA. W czasie pobytu w Argentynie ekipa realizatorska nie chciała podporządkować się kierownictwu, organizowała picie alkoholu. W tej sprawie interweniował tow. Dembicki, ówczesny kierownik polityczny ekipy polskiej, aktualnie pracuje jako radca Ambasady PRL w Budapeszcie.”

 Mam wiele grzechów, o tytuł świętego nigdy się nie ubiegałem, ale przysięgam na wszystkich świętych wszechczasów, że nie oszukałem nigdy, nikogo i mojej ojczyzny nawet na grosik i nigdy nie miałem kłopotów z rozliczeniem się ze złotych polskich i dolarów amerykańskich. Jak było opowiem. Zawsze, ilekroć wyjeżdżałem za granicę otrzymywałem czeki, które wymieniałem po przyjeździe do jednego z 40 krajów, które odwiedziłem. Tym razem, na wyjazd do Argentyny otrzymałem 5.500 dolarów w zielonych banknotach. I to był mój koszmar przez cały pobyt w Argentynie. Przed wyjazdem Renia uszyła mi, u krawcowej, specjalną torebkę, którą na niebieskiej tasiemce nosiłem zawieszoną na szyi pod koszulą, a w niej dolary.

 Pierwszy raz w Buenos Aires piliśmy alkohol (Ryszard Golc, Janusz Kreczmański i ja) w wytwornej kawiarni, do której zaprosiła nas pani dyrektor Biura Prasowego Mundialu, tylko nas, nikogo więcej z ekipy dziennikarskiej. Wiadomość o tym była przez chwilę sensacją. Rychło się wyjaśniło, dlaczego tylko nas. Przed wyjazdem musieliśmy wpłacić kaucję za akredytację, gdybyśmy nie przyjechali na Mundial pieniądze przepadały, gdy przyjechaliśmy podlegały zwrotowi. Panie z księgowości WFD, przez pomyłkę wpłaciły pieniądze na prywatne konto pani dyrektor Biura Prasowego Mundialu. Stąd zaproszenie. Odsetki od kaucji spożyliśmy w postaci koniaku, a kaucja drogą służbową wróciła do Warszawy. Pomyłce pań z księgowości WFD zawdzięczaliśmy spotkanie w kawiarni Buenos Aires z elegancką panią dyrektor. Potem, jak wszyscy braliśmy udział w różnych imprezach dla dziennikarzy, gdzie piliśmy wino, koniaki i likiery.

Pamiętam „Asado” imprezę dla dziennikarzy, gdzie degustowaliśmy mięso młodej krowy upieczonej w skórze i popijaliśmy doskonałym argentyńskim winem, a przede wszystkim spotkanie dziennikarzy, na które zaprosił nas Edson Arantes do Nascimento, sławny brazylijski piłkarz, Pelle, teraz dziennikarz, nasz kolega, mieszkający w tym samym co my hotelu. Oczywiście, że piliśmy wino i szampana, tańczyliśmy z uroczymi Argentynkami i nie tylko. Pytam jednak czy, ja z woreczkiem dolarów pod koszulą mogłem się upić? O innych przyjemnościach nie wspominając.

Usiłowałem teraz odnaleźć towarzysza Dembickiego, bo zapamiętałem go jako człowieka o wysokiej kulturze i poważnego i nie mogłem sobie wyobrazić, by mógł zmyślić cokolwiek. Zadzwoniłem do znajomego i opowiedziałem mu o notatce.

Kolega nie znał osobiście Dembickiego, ale wiedział, że w Wydziale Prasy odpowiadał za prasę sportową. A skoro był w Argentynie, by pilnować dziennikarzy to mógł coś powiedzieć, by uzasadnić powierzoną mu funkcję.

Znajomy zakończył naszą rozmowę pytaniem. Mirku, nie masz poważniejszych problemów?

Mam, brak 600 dolarów. Wróciłem do Warszawy i pewnego popołudnia zacząłem przygotowywać rozliczenie, układać rachunki za hotele i przejazdy, diety dla trzech osób itp. Na stole leżały wspomniane dokumenty i dolary. Do pokoju weszła Ewa, moja córka i spytała skąd mam tyle dolarów. Nie mam, bo to nie są moje pieniądze tylko państwowe.                                                                – Nie możesz wziąć sobie kilka tych papierków?                                                                  – To byłaby kradzież, namawiasz mnie do tego?

Ewa wzięła dolary do ręki i mówiąc, gdyby były twoje bylibyśmy bogaci, rzuciła je do góry. Pozbieraliśmy dolary, a ja kończyłem rozliczanie. Wtedy okazało się, że brakuje mi 500 dolarów! Gorączkowo, z Renią i Ewą zaczęliśmy szukać banknotów, odsunęliśmy nawet tapczan. Pieniądze przepadły. Byłem piekielnie zdenerwowany. W pewnym momencie Ewa krzyknęła: tato są! Pięć banknotów zatrzymało się na żyrandolu. Opowiedziałem o tym zdarzeniu w redakcji. Konfident doniósł, że „miałem trudności w rozliczeniu ok. 600 dol. USA.” Dlaczego dodał łobuz sto dolarów?

Konfidenci i pracownicy służb specjalnych pominęli milczeniem jeden drobiazg, nasz pobyt w Argentynie kosztował państwo 4.000 dolarów. Osiem kronik zakupiło wydanie specjalne z Mundialu w Argentynie. Osiem kronik wpłaciło po 1.000 dolarów, czyli 8.000 dolarów.

I ostatni fragment notatki służb specjalnych: „W październiku 1981 r. opublikował w „Expresie Wieczornym” i „Kurierze Polskim” artykuł dot. samorządności, samodzielności i niezależności redakcji PKF, domagając się oderwania od Wytwórni Filmów Dokumentalnych”

 Nie napisałem w wymienionych popołudniówkach nigdy ani jednego słowa. Udzieliłem natomiast wywiadu dziennikarzom tych redakcji. Polska Kronika Filmowa miała zniknąć z ekranów kin, bo rzekomo zabrakło taśmy. Uratował Polską Kronikę Filmową Mieczysław F. Rakowski, ówczesny wicepremier. Prawdą jest, że chcieliśmy wziąć rozwód z WFD. Całej prawdy możecie dowiedzieć się Państwo na: https://pekaefczyk.com.

Dlaczego wracam do dawno minionych spraw? Nie dlatego bym przejął się kłamstwami pracowników służb specjalnych i konfidentów. Po odejściu z PKF pracowałem w Krajowej Agencji Wydawniczej, byłem nagradzany a nawet odznaczony Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski. Piszę o tym, bo pragnę na własnym przykładzie pokazać, ile są warte materiały służb specjalnych. Nieuczciwi szpiedzy mogą zaszargać opinię każdego człowieka, a nawet go zniszczyć, gdy osoby sprawujące rządy, a którym podlegają służby specjalne wierzą im bezkrytycznie. Gorzej, gdy w grę wchodzą nie pojedyncze osoby, a całe państwa. Prezydent Stanów Zjednoczonych uwierzył służbom specjalnym, napadł na Irak i zniszczył państwo. Uwierzył czy zlecił służbom przygotowanie fałszywych materiałów?

Nie posądzam trzech generałów, że potrzebowali fałszywych materiałów, aby mnie zwolnić

13 grudnia 1981 roku naruszyłem dekret o stanie wojennym. Filmowałem bowiem ze Zbyszkiem Skoczkiem Warszawę, wyraziłem zgodę, aby Krzysztof Szmagier wraz z Januszem Kuźniarskim filmowali pierwszy dzień stanu wojennego. Byłem wszak kronikarzem PRL Czy to nie wystarczało, by mnie zwolnić z pracy?

Wiem, na czyje polecenie przygotowano notatkę, wiem kto w redakcji był konfidentem. Konfident już nie żyje. O moim prześladowcy, Janie Grzelaku z Wydziału Prasy KC PZPR kilkakrotnie wspominałem w swoich wspomnieniach. Już po transformacji awansował na wysokie stanowisko dyrektora w ministerstwie. Potem słuch o nim zaginął.

Jeszcze tylko słowo o rzekomych stratach, zdaniem służb specjalnych, poniesionych przez Wytwórnię Filmów Dokumentalnych w związku z moim wyjazdem do USA. WFD nie poniosła żadnych strat. Jerzy Myssura zapłacił za film 40. 000 dolarów (słownie czterdzieści tysięcy dolarów) nie licząc wpływów, jakie film przyniósł, gdy Józef Tejchma podjął decyzję o wyświetlaniu filmu „Ojciec Święty…” w polskich kinach.

 W notatce, którą mam nadzieję, przeczytali trzej generałowie, ich podwładni napisali:

„W 1978 r. po powrocie z Mistrzostw świata w Piłce Nożnej w Argentynie miał trudności w rozliczeniu ok. 600 dol. USA. W czasie pobytu w Argentynie ekipa realizatorska nie chciała podporządkować się kierownictwu, organizowała picie alkoholu. W tej sprawie interweniował tow. Dembicki, ówczesny kierownik polityczny ekipy polskiej, aktualnie pracuje jako radca Ambasady PRL w Budapeszcie.”

 Mam wiele grzechów, o tytuł świętego nigdy się nie ubiegałem, ale przysięgam na wszystkich świętych wszechczasów, że nie oszukałem nigdy, nikogo i mojej ojczyzny nawet na grosik i nigdy nie miałem kłopotów z rozliczeniem się ze złotych polskich i dolarów amerykańskich. Jak było opowiem. Zawsze, ilekroć wyjeżdżałem za granicę otrzymywałem czeki, które wymieniałem po przyjeździe do jednego z 40 krajów, które odwiedziłem. Tym razem, na wyjazd do Argentyny otrzymałem 5.500 dolarów w zielonych banknotach. I to był mój koszmar przez cały pobyt w Argentynie. Przed wyjazdem Renia uszyła mi, u krawcowej, specjalną torebkę, którą na niebieskiej tasiemce nosiłem zawieszoną na szyi pod koszulą, a w niej dolary.

 Pierwszy raz w Buenos Aires piliśmy alkohol (Ryszard Golc, Janusz Kreczmański i ja) w wytwornej kawiarni, do której zaprosiła nas pani dyrektor Biura Prasowego Mundialu, tylko nas, nikogo więcej z ekipy dziennikarskiej. Wiadomość o tym była przez chwilę sensacją. Rychło się wyjaśniło, dlaczego tylko nas. Przed wyjazdem musieliśmy wpłacić kaucję za akredytację, gdybyśmy nie przyjechali na Mundial pieniądze przepadały, gdy przyjechaliśmy podlegały zwrotowi. Panie z księgowości WFD, przez pomyłkę wpłaciły pieniądze na prywatne konto pani dyrektor Biura Prasowego Mundialu. Stąd zaproszenie. Odsetki od kaucji spożyliśmy w postaci koniaku, a kaucja drogą służbową wróciła do Warszawy. Pomyłce pań z księgowości WFD zawdzięczaliśmy spotkanie w kawiarni Buenos Aires z elegancką panią dyrektor. Potem, jak wszyscy braliśmy udział w różnych imprezach dla dziennikarzy, gdzie piliśmy wino, koniaki i likiery.

Pamiętam „Asado” imprezę dla dziennikarzy, gdzie degustowaliśmy mięso młodej krowy upieczonej w skórze i popijaliśmy doskonałym argentyńskim winem, a przede wszystkim spotkanie dziennikarzy, na które zaprosił nas Edson Arantes do Nascimento, sławny brazylijski piłkarz, Pelle, teraz dziennikarz, nasz kolega, mieszkający w tym samym co my hotelu. Oczywiście, że piliśmy wino i szampana, tańczyliśmy z uroczymi Argentynkami i nie tylko. Pytam jednak czy, ja z woreczkiem dolarów pod koszulą mogłem się upić? O innych przyjemnościach nie wspominając.

Usiłowałem teraz odnaleźć towarzysza Dembickiego, bo zapamiętałem go jako człowieka o wysokiej kulturze i poważnego i nie mogłem sobie wyobrazić, by mógł zmyślić cokolwiek. Zadzwoniłem do znajomego i opowiedziałem mu o notatce.

Kolega nie znał osobiście Dembickiego, ale wiedział, że w Wydziale Prasy odpowiadał za prasę sportową. A skoro był w Argentynie, by pilnować dziennikarzy to mógł coś powiedzieć, by uzasadnić powierzoną mu funkcję.

Znajomy zakończył naszą rozmowę pytaniem. Mirku, nie masz poważniejszych problemów?

Mam, brak 600 dolarów. Wróciłem do Warszawy i pewnego popołudnia zacząłem przygotowywać rozliczenie, układać rachunki za hotele i przejazdy, diety dla trzech osób itp. Na stole leżały wspomniane dokumenty i dolary. Do pokoju weszła Ewa, moja córka i spytała skąd mam tyle dolarów. Nie mam, bo to nie są moje pieniądze tylko państwowe.                                                                – Nie możesz wziąć sobie kilka tych papierków?                                                                  – To byłaby kradzież, namawiasz mnie do tego?

Ewa wzięła dolary do ręki i mówiąc, gdyby były twoje bylibyśmy bogaci, rzuciła je do góry. Pozbieraliśmy dolary, a ja kończyłem rozliczanie. Wtedy okazało się, że brakuje mi 500 dolarów! Gorączkowo, z Renią i Ewą zaczęliśmy szukać banknotów, odsunęliśmy nawet tapczan. Pieniądze przepadły. Byłem piekielnie zdenerwowany. W pewnym momencie Ewa krzyknęła: tato są! Pięć banknotów zatrzymało się na żyrandolu. Opowiedziałem o tym zdarzeniu w redakcji. Konfident doniósł, że „miałem trudności w rozliczeniu ok. 600 dol. USA.” Dlaczego dodał łobuz sto dolarów?

Konfidenci i pracownicy służb specjalnych pominęli milczeniem jeden drobiazg, nasz pobyt w Argentynie kosztował państwo 4.000 dolarów. Osiem kronik zakupiło wydanie specjalne z Mundialu w Argentynie. Osiem kronik wpłaciło po 1.000 dolarów, czyli 8.000 dolarów.

I ostatni fragment notatki służb specjalnych: „W październiku 1981 r. opublikował w „Expresie Wieczornym” i „Kurierze Polskim” artykuł dot. samorządności, samodzielności i niezależności redakcji PKF, domagając się oderwania od Wytwórni Filmów Dokumentalnych”

 Nie napisałem w wymienionych popołudniówkach nigdy ani jednego słowa. Udzieliłem natomiast wywiadu dziennikarzom tych redakcji. Polska Kronika Filmowa miała zniknąć z ekranów kin, bo rzekomo zabrakło taśmy. Uratował Polską Kronikę Filmową Mieczysław F. Rakowski, ówczesny wicepremier. Prawdą jest, że chcieliśmy wziąć rozwód z WFD. Całej prawdy możecie dowiedzieć się Państwo na: https://pekaefczyk.com.

Dlaczego wracam do dawno minionych spraw? Nie dlatego bym przejął się kłamstwami pracowników służb specjalnych i konfidentów. Po odejściu z PKF pracowałem w Krajowej Agencji Wydawniczej, byłem nagradzany a nawet odznaczony Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski. Piszę o tym, bo pragnę na własnym przykładzie pokazać, ile są warte materiały służb specjalnych. Nieuczciwi szpiedzy mogą zaszargać opinię każdego człowieka, a nawet go zniszczyć, gdy osoby sprawujące rządy, a którym podlegają służby specjalne wierzą im bezkrytycznie. Gorzej, gdy w grę wchodzą nie pojedyncze osoby, a całe państwa. Prezydent Stanów Zjednoczonych uwierzył służbom specjalnym, napadł na Irak i zniszczył państwo. Uwierzył czy zlecił służbom przygotowanie fałszywych materiałów?

Nie posądzam trzech generałów, że potrzebowali fałszywych materiałów, aby mnie zwolnić

13 grudnia 1981 roku naruszyłem dekret o stanie wojennym. Filmowałem bowiem ze Zbyszkiem Skoczkiem Warszawę, wyraziłem zgodę, aby Krzysztof Szmagier wraz z Januszem Kuźniarskim filmowali pierwszy dzień stanu wojennego. Byłem wszak kronikarzem PRL Czy to nie wystarczało, by mnie zwolnić z pracy?

Wiem, na czyje polecenie przygotowano notatkę, wiem kto w redakcji był konfidentem. Konfident już nie żyje. O moim prześladowcy, Janie Grzelaku z Wydziału Prasy KC PZPR kilkakrotnie wspominałem w swoich wspomnieniach. Już po transformacji awansował na wysokie stanowisko dyrektora w ministerstwie. Potem słuch o nim zaginął.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.