WATAHA KUKIEŁEK

Nie zamierzałem w czasie Świąt Wielkanocnych zabierać głosu. Myśl o cierpieniu Jezusa ukrzyżowanego i rygory wprowadzone przez władze państwa przygnębiły mnie absolutnie. Aż tu nagle ujrzałem wczoraj w telewizji pana, Jarosława Kaczyńskiego, otoczonego kukiełkami rządowymi, dziarsko maszerującego w stronę czarnych schodów. Wstrzymałem oddech sądząc, że pan prezes zamierza rzucić się z tych schodów w nicość. Gdy się okazało, że prezes nie skoczył, w kurwiłem się jak nigdy dotąd. Nie na pana prezesa tylko na watahę otaczających go lizusów. Ból pana prezesa, po śmierci brata, mogę zrozumieć, nie pojmuję jednak publicznej, a więc politycznej demonstracji tego bólu, bowiem na dłuższą metę na śmierci, żadnej śmierci, wiele ugrać nie można.
Oburza mnie natomiast postawa lizusów, którzy wprowadzili (w zasadzie słusznie) restrykcje, a sami je lekceważą i łamią. W konstytucji napisano, że prawo obowiązuje każdego, bez względu na zajmowane stanowisko. Odczuwamy z Renią dojmująco zamknięcie parków. Władze państwa pozbawiły nas spacerów, zalecanych przez lekarzy różnych specjalności. Rozumiemy decyzję władz. Bez względu na pogodę każdego dnia pokonywaliśmy trasę 5,5 kilometra. Może, dlatego tak długo żyjemy.
W momencie, gdy ujrzeliśmy na własne oczy, jak przedstawiciele najwyższych władz państwa łamią własne zarządzenia przestali oni być dla nas władzą. Od tej pory będziemy te kukiełki prezesa traktować jak bandę sobiepanów.
Jezu, umarłeś na krzyżu, aby nas wybawić od grzechu. Nie wybawiłeś nas od złoczyńców politycznych.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *