NA ODCHODNE ( w oczach karykaturzystów)

To już przedostatni odcinek „Na Odchodne”, może trochę nieskromny, proszę więc o wybaczenie i zrozumienie. Nie szukam rozgłosu, swoje pięć minut miałem bardzo dawno temu, było, minęło…nie ma czego żałować, wszak wszystko przemija. 
Przez 35 lat pisywałem na różnych łamach, łajano mnie w licznych tytułach i dokumentach. Było, minęło. 
Na odchodne pragnę jeszcze pokazać, jak mnie postrzegali artyści. Zacznę jednak od mojej ukochanej,czteroletniej wnusi, która tak mnie widziała – patrz pierwszy rysunek. Ostatni obrazek bardzo trafnie przedstawia mój życiowy dorobek materialny. 
Po ukończeniu studiów zaczynaliśmy z Renią dorosłe życie z małymi, sfatygowanymi walizeczkami. Kończyliśmy, jak na rysunku. Śpimy spokojnie, o 6 rano nie załomocą do drzwi naszego mieszkania, choć dziś nie można mieć stuprocentowej pewności, nie braliśmy bowiem łapówek, nie robiliśmy przekrętów, nie kradliśmy. Odejdziemy z podniesionymi głowami.
Nie mówię żegnajcie, pozostał mi jeszcze ostatni odcinek.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *