NA ODCHODNE (w oczach służb i konfidentów)-1

Pojawiłem się na świecie w czasie, gdy państwem polskim rządzili bohaterowie pierwszego sortu, którzy w 1939 roku zwiali z ojczyzny, zostawiając bezbronnych obywatel na pastwę niemieckiego żołdactwa, zaś marszałek porzucił armię i jak tchórz czmychnął wraz z bohaterami, nie zostawiając w ojczyźnie nawet guzika. Szczęśliwie, choć nie bez uszczerbku, przeżyłem wojnę. Po przepędzeniu hord niemieckich przez Armię Czerwoną, skończyłem szkołę podstawową i liceum. Z maturą i dyplomem „Przodownika w nauce i pracy społecznej” dotarłem do Warszawy, bez egzaminu (gwarantował mi to ów dyplom) dostałem się na Uniwersytet Warszawski. Tu, w Pałacu Kazimierzowskim, prodziekan wydziału, pan Kowalewski usiłował mnie zniechęcić do studiowania dziennikarstwa, bo mój ojciec przebywał w Wielkiej Brytanii, po wojnie nie wrócił do kraju, leczył bowiem ciężkie obrażenia odniesione we Francji, jako żołnierz armii gen. Maczka.                                                                                Ze studiów na Wydziale Dziennikarskim nie zrezygnowałem.                           W chwilach wolnych wraz z tysiącami mieszkańców stolicy usuwałem gruz wojenny, sadziłem drzewa, umacniałem skarpę przy kościele Świętej Anny. Później w czynach partyjnych porządkowałem ulice i place miasta. 
Moje artykuły ukazywały się w dziennikach i tygodnikach, pracowałem 13 lat w Polskiej Kronice Filmowej. Nie spodziewałem się, że moją skromną osobą zainteresują się, kiedykolwiek trzej najważniejsi generałowie w Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej.
Zajęli się mną po wprowadzeniu stanu wojennego, gdy komisja weryfikująca dziennikarzy wyrzuciła mnie z PKF (za nadmierne eksponowanie w PKF „Solidarności”) a egzekutywa PZPR w Wytwórni Filmów Dokumentalnych napisała do generała Wojciecha Jaruzelskiego list w mojej obronie. Generał Jaruzelski zlecił generałowi Michałowi Janiszewskiemu zbadanie sprawy. Generał Janiszewski napisał do generała Czesława Kiszczaka list z prośbą o dostarczenie mojej teczki. 
Teczkę wraz z jej zawartością dostarczono gen. Janiszewskiemu… Minęły lata, trzej dzielni generałowie oddali władzę, komu…niech każdy sobie dopowie. Ja, człowiek, którego jakiś durny ciemniak zaliczył do gorszego sortu, pędzę żywot emeryta, nie wstąpiłem do żadnej partii i nie przyjąłem żadnej z kilku ofert. 
Nadrabiam czas utracony, czytam wspaniałe książki, chodzę z Renią na spacery, podkarmiamy zaprzyjaźnione wiewiórki, wrony i inne ptactwo w parku, trochę na wyrost nazwanym Arkadią. Od czasu do czasu dzwonią do mnie różne osoby i zadają mi przedziwne pytania, w rodzaju: kiedy panu KC zleciło zrobić film o pierwszej pielgrzymce Jana Pawła II? Albo kiedy Stefan Olszowski polecił panu przygotować film na powitanie Armii Czerwonej? No, cóż…
Nie zdziwił mnie więc telefon pracownika IPN proszącego o odpowiedź na kilka pytań. Zaprosiłem zmieniacza historii z rzeczywistej na słuszną do domu, bo nikomu nie odmawiam, a także kierowany ciekawością. Przedstawiciel, powołanego do życia Instytutu, przez Prawo i Sprawiedliwość wespół z Platformą Obywatelską, okazał się człowiekiem inteligentnym i przemiłym. Gawędziliśmy sobie o przeszłości ze zrozumieniem. Opowiadałem mu o czasach niesłusznych, on o spotkaniu Władysława Gomułki z Nikitą Chruszczowem w Puszczy Białowieskiej i o zdjęciu, na którym Nikita trzyma dubeltówkę skierowaną we Władysława. Nim kur zapiał młody zmieniacz przeszłości na słuszną opuścił skromne progi mojego (52,5 m. kwadratowego) mieszkania. Nie wiem, dlaczego ów miły i inteligentny pracownik IPN przysłał mi teczkę, ściślej korespondencję między trzema generałami, a w niej materiały na mój temat przygotowane przez pracowników służb tajnych i konfidentów. I oczywiście zdjęcia Gomułki i Chruszczowa, w Puszczy. Kto trzyma broń niebezpiecznie skierowaną możecie się Państwo sami przekonać, gdy spojrzycie na zdjęcia.
Dowiedziałem się o sobie tyle niestworzonych rzeczy, że postanowiłem upublicznić ową korespondencję. 
Z dokumentów przygotowanych przez tajnych agentów i donosicieli dowiedziałem się, że: „Wymieniony w Polskiej Kronice Filmowej pracuje od 1 lipca 1969 r, początkowo, jako z-ca redaktora naczelnego, a od 1972 r. jako redaktor naczelny. Funkcję tę pełni do chwili obecnej. W czasie swojej długoletniej pracy w Wytwórni Filmów Dokumentalnych dał się poznać jako człowiek dążący za wszelką cenę do wyższego standardu życiowego. W związku z tym zaczął organizować dla siebie różnego rodzaju „chałtury” w celu zarobienia jak największej ilości pieniędzy.”
Nie przypominam sobie, abym na Chełmskiej 21 „zorganizował” choć jedną „chałturę”. Pamiętam, że z Kajetanem Gruszeckim, (pracownik KC PZPR, później korespondent Trybuny Ludu w Moskwie) i z jego inspiracji, zrealizowaliśmy, dla celów partyjnego szkolenia, film o warszawskim przemyśle i zrezygnowaliśmy z honorarium. Wtedy złożył mi wizytę (pracował po drugiej stronie korytarza) reżyser Ludwik Perski, jeden z twórców PKF i po przyjacielsku ostrzegł, abym w przyszłości nie popełniał takich błędów, „bo jeszcze nam, reżyserom każą robić filmy za darmo, w czynie partyjnym.” 
Samodzielnie, z własnej inicjatywy i pomysłu zrealizowałem filmy „Bengalia”, który (bez mojej wiedzy) znalazł się na Międzynarodowym Festiwalu Filmów Dokumentalnych w Krakowie, „Canada, Canada.” i „Po prostu Meksyk” Pozostałe filmy realizowałem na zlecenie władz państwowych i partyjnych. Jeden film pełnometrażowy zamówił u mnie pan Jerzy Myssura, absolwent Wydziału Prawa Uniwersytetu Warszawskiego, obywatel USA. Film nosił tytuł, wymyślony przez zleceniodawcę: „Ojciec Święty Jan Paweł II w Polsce”, ale o tym nieco później.
Twierdzenie, że za wszelką cenę pragnę się zbogacić upowszechniał towarzysz Jan Grzelak, pracownik KW PZPR w Warszawie. Był to typowy, wierny aparatczyk, którego usunąłem z kolegium PKF, bo za czasu mojego poprzednika nie przychodził na posiedzenia kolegium, nie brał udziału w nagraniach kroniki, a po honorarium przysyłał kierowcę. Gdy zostałem redaktorem naczelnym PKF zadzwoniłem do towarzysza Jana Grzelaka i poinformowałem, że jeśli nie będzie brał udziału w pracach kolegium skreślę go z listy. Usłyszałem: spróbuj. Kierowca odszedł od okienka kasy z kwitkiem. Na moje nieszczęście towarzysz Grzelak awansował do Wydziału Prasy Radia i Telewizji KC i bez przerwy zajmował się moimi zarobkami. Jeden film o wizycie Breżniewa w Polsce (wyświetlany na 7 ekranach jednocześnie) na polskiej wystawie w Moskwie nakazał mi zrealizować, właśnie Jan Grzelak-mój prześladowca. Film cieszył się wielkim zainteresowaniem nie tylko moskwiczan, ale prasy i telewizji. Dokładny opis można przeczytać na mojej stronie (https://pekaefczyk.com), zapraszam i zachęcam.

Przez całe długie życie nie dążyłem do bogactwa. Nie przyjąłem mieszkania od Aleksandra Zawadzkiego, gdy po październiku 1956 roku wybrano mnie sekretarzem partii w Kancelarii Rady Państwa, Kancelarii Sejmu i Ogólnopolskiego Komitetu FJN. Nie przyjąłem propozycji pracy na stanowisku dyrektora u przewodniczącego Rady Państwa, nie przyjąłem pracy w aparacie partyjnym proponowanej mi przez Zdzisława Żandarowskiego, sekretarza KC PZPR. Gdy zostałem redaktorem naczelnym PKF nie kupiłem willi proponowanej mi przez sekretarza Komitetu Dzielnicowego PZPR na Mokotowie, ale ją obejrzałem. Nie wyobrażałem sobie życia trzyosobowej rodziny w piętrowym budynku.
Następny fragment służb tajnych brzmi: „W październiku 1979 r. M. Chrzanowski zorganizował wyjazd do USA w celu filmowania pobytu papieża w ośrodkach polonijnych. Wyjazd ten nie przyniósł żadnych efektów, ponieważ nie uzyskano zgody na filmowanie od władz amerykańskich. Wizyta ta była realizowana bez żadnych przygotowań, przyniosła tylko znaczne straty WFD.”
Jerzy Myssura zaprosił czteroosobową ekipę PKF do Nowego Jorku, bo film przyniósł mu duże zyski. Opłacił nasz pobyt, transport (wynajął do naszej dyspozycji samochód), którym przez miesiąc poruszaliśmy po USA. Ponieważ nasz pobyt zbiegał się z wizytą papieża w USA, sądziliśmy, że będzie chciał relację o papieżu w NY dołączyć do filmu. Dyskutowaliśmy o tym w redakcji. Nie chciał. Napisał o tym w faksie, który przytaczam. Nieuctwo i nierzetelność agenta służb specjalnych zawarte jest w zdaniu: „…nie uzyskano zgody na filmowanie od władz amerykańskich,” W archiwum na Chełmskiej są materiały, które przywieźliśmy z USA, filmowaliśmy pobyt papieża dla naszych potrzeb, zamieściliśmy o wizycie papieża temat w PKF. Na filmowanie kogokolwiek i czegokolwiek w USA nie trzeba mieć żadnej zgody. Nieuczciwy pracownik służb tajnych przeniósł polskie rygory do USA. 
W swoim życiu filmowałem defiladę w Atenach, z okazji czwartej rocznicy dojścia do władzy „czarnych pułkowników.” Bez zgody, a w dodatku bez wizy w paszporcie. Bez zgody filmowałem VI flotę USA na Malcie i na morzu. Pracownicy służb specjalnych mają dziwne skłonności, sądzę, że piszą notatki na zlecenie i pod zapotrzebowanie. W czasie pracy w Krajowej Agencji Wydawniczej wydawałem książkę głośnego wówczas szpiega, który pracował w Wolnej Europie. Autor opisał w niej lot Jumbo Jet’em, bez sensu, bo nigdy tym samolotem nie leciał. Udowodniłem mu to w rozmowie. Jumbo Jet’em leciałem 5 razy z Paryża do Meksyku i z powrotem, z Paryża do Nairobi i z powrotem, z Karaczi do Bejrutu. CDN.
NA zdjęciach korespondencja służb tajnych i fragmenty wyżej cytowane, faxy od Jerzego Myssury i dwa zdjęcia z Puszczy Białowieskiej.

Fragmenty fałszywych oskarżeń i faksy od Jerzego Myssury zaprzeczające oskarżeniom.

Kto trzyma nieprawidłowo strzelbę?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *